TRANSKRYPCJA NAGRANIA WIDEO Projekt: Stop Suszy! Start Retencji! Tytuł nagrania: Rok w rytmie wody – o cyklu hydrologicznym i jego znaczeniu Źródło: Podcast „Powody do rozmowy. Prostym językiem o gospodarce wodnej” Opis dostępności: Poniższa transkrypcja stanowi pełny zapis rozmowy, zgodnie z wymaganiami WCAG 2.1. --- Aneta Muczyń: Czy woda ma swój kalendarz? Okazuje się, że tak. W tym odcinku podcastu “Powody do rozmowy. Prostym językiem o gospodarce wodnej” przyjrzymy się bliżej zjawisku roku hydrologicznego, który choć mało znany, odgrywa kluczową rolę w analizie obiegu wody i ważnych zjawisk klimatycznych takich jak choćby susza. W studio gościmy dzisiaj dwóch panów – Pan Michał Ceran, synoptyk-hydrolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie, Michał Ceran: Dzień dobry. oraz Rafał Jakimiak z Departamentu Ochrony Przed Powodzią i Suszą w Wodach Polskich. Rafał Jakimiak: Dzień dobry, witam. AM: Pytanie pierwsze, zasadnicze: Co to jest ten rok hydrologiczny i po co właściwie się go wyznacza? MC: Rok hydrologiczny powstał po to, żeby zbilansować zasoby wodne. Wiemy, że Ziemia okrąża Słońce w okresie mniej więcej 365 dni. I w tym czasie powinien zamknąć się pewien cykl zjawisk atmosferycznych. No cóż, rok kalendarzowy rozpoczyna się 1 stycznia i kończy 31 grudnia. Tak wyznaczony rok nie pozwala nam całkowicie zbilansować zasobów wodnych. Umykają nam dwa ważne elementy zasobów wodnych - tak zwana retencja śniegowa i retencja szaty roślinnej. Jeżeli spadnie śnieg w listopadzie czy w grudniu, należy domniemywać, że stopnieje już w nowym roku. W związku z tym nie będziemy go mogli w tym roku kalendarzowym dołączyć do tak zwanego bilansu wodnego. I spora część zasobów wodnych w tym bilansie nam umknie. Dlatego, żeby zasoby wodne nam się zbilansowały, rok hydrologiczny różni się od roku kalendarzowego: rozpoczyna się 1 listopada, a kończy 31 października. Dzięki takiej zmianie możemy do roku hydrologicznego dołożyć zasoby wodne z tak zwanej retencji śniegowej, czyli z topniejącego śniegu, z topniejącej pokrywy śnieżnej, która w kwietniu czy na początku maja spływa do rzek. Jeżeli oczywiście w ogóle taka sytuacja wystąpi, bo ostatnio z tym śniegiem krucho. Natomiast domniemujemy, że taka sytuacja jest i te zasoby wodne do końca października w sieci rzecznej powinny się w ramach tak zwanego spływu powierzchniowego znaleźć. Jest jeszcze druga sprawa. To jest retencja szaty roślinnej. Tu trzeba zwrócić uwagę, że na przełomie października i listopada zanika w naszym klimacie wegetacja. Dzięki temu możemy retencję szaty roślinnej oraz sprawy związane ze zjawiskami zarastania w korytach rzecznych, w obliczeniach bilansowych pominąć. Dlatego właśnie wymyślono rok hydrologiczny. AM: Wiemy już jaki jest podstawowy rytm roku hydrologicznego i że rozpoczyna się z dniem 1 listopada i kończy 31 października roku następnego. Co dokładnie uzasadnia rozpoczęcie takiego roku właśnie 1 listopada? MC: W Polsce przyjęto, że rok hydrologiczny rozpoczyna się 1 listopada. Nakładają się na to dwa czynniki, o których już mówiłem, czyli zakończenie spływu powierzchniowego takiego totalnego z opadów atmosferycznych, tych typowo deszczowych, jak i zakończenia spływu powierzchniowego z retencji śniegowej. Ale wydaje mi się, że decydującym czynnikiem przyjęcia tej daty jest właśnie zanik wegetacji. Trudno mi na 100% odpowiedzieć, bo rok hydrologiczny został wprowadzony już dość dawno, ale gdybym te kilkadziesiąt lat temu taką decyzję podejmował, to myślę, że ten czynnik byłby tutaj najistotniejszy. AM: A jakich informacji dostarcza analiza wszelkich hydrometeorologicznych danych, które są zbierane przez IMGW, w kontekście takiego cyklu hydrologicznego i jak Wody Polskie w praktyce korzystają z tych danych? RJ: Tak jak pan Michał wspomniał, rok hydrologiczny zamyka nam pewien bilans wodny. I tak naprawdę te informacje są dla nas kluczowe, jeżeli chodzi o przeciwdziałanie skutkom suszy, czy suszę jako zjawisko. Wszystkie analizy, które są robione, wszystkie stany charakterystyczne na danych wodowskazach, odnoszą się właśnie do roku hydrologicznego i są wyznaczone dla jakiegoś wielolecia. I my, określając zagrożenie suszą, wykorzystujemy te dane, odnosimy się do tego bilansu wodnego i tych stanów charakterystycznych. Pomaga nam to ocenić, czy w danym miejscu i w danym momencie, mamy do czynienia z suszą hydrologiczną. AM: Dopytam w tym miejscu o tę współpracę w ramach wymiany danych. Jesteście Panowie z dwóch instytucji, które działają na styku i w ramach pokrewnych dziedzin. Czy się wzajemnie uzupełniacie? Czy można mówić o jakimś wspólnym działaniu, czy wspólnej reakcji na różne niepokojące zjawiska klimatyczne? RJ: My oczywiście czerpiemy całymi garściami z danych hydrologicznych i meteorologicznych, które dostarcza nam IMGW ze swoich stacji pomiarowych. Te dane są wręcz niezbędne do tego, żebyśmy mogli określać, czy mamy suszę atmosferyczną, suszę hydrologiczną, a także pozostałe typy suszy, czyli suszę rolniczą oraz hydrogeologiczną. Bez tych danych tak naprawdę nie mielibyśmy możliwości, żeby to zagrożenie w miarodajnym stopniu określić. AM: To zatrzymajmy się na chwilę przy suszy. Proszę rozwinąć ten temat, w jaki sposób dane z roku hydrologicznego pomagają nam w identyfikacji suszy hydrologicznej. I przy okazji wymieńmy raz jeszcze, jakie mamy rodzaje suszy i wyjaśnijmy, jak można je rozpoznać i rozróżnić? RJ: Wyznaczamy cztery typy suszy: suszę atmosferyczną, rolniczą, hydrologiczną oraz hydrogeologiczną. Są to cztery typy suszy, ale de facto cztery etapy rozwoju suszy, która się zaczyna brakiem opadów. Jeżeli na danym obszarze mamy duży niedobór opadów w odniesieniu do wielolecia, możemy wtedy mówić o suszy atmosferycznej, która następnie może przerodzić się w suszę rolniczą, czyli wtedy mówimy o niedoborze wody w warstwie glebowej, która skutkuje tym, że rośliny nie mają możliwości do swojego swobodnego rozwoju. Ten typ suszy, jeżeli dalej mamy ten niedostatek opadów, może się przekształcić w suszę hydrologiczną, czyli tą, która dotyka rzek, czy generalnie wód powierzchniowych. No i to obserwujemy właśnie jako te niskie stany, czy niskie przepływy na danym cieku. Końcowym etapem rozwoju suszy jest susza hydrogeologiczna, czyli ta, która dotyka wód podziemnych, czyli tak najbardziej obrazowo mówiąc, wtedy, kiedy nam wysychają studnie. AM: Możemy powiedzieć, że susza w Polsce jest już „pełną gębą”. W jaki sposób zmieniający się klimat wpływa zatem na bilans wodny i występowanie suszy w naszym kraju? RJ: Z naszych obserwacji wynika, że od kilkunastu lat susze pojawiają się coraz częściej. Z danych analitycznych wynika, że jeszcze pod koniec ubiegłego wieku te susze były średnio co pięć lat. Natomiast w tym momencie tak naprawdę możemy mówić o suszy, która trwa przez cały rok. Na to ma wpływ zmiana klimatu, którą właśnie na stacjach wodowskazowych i stacjach meteorologicznych możemy zaobserwować. Ilość opadów jest dużo mniejsza, choć tutaj kluczowa jest nie tyle ilość, co częstotliwość opadów. Sumaryczna, roczna liczba opadów nie jest mniejsza, może być nawet większa niż to, co obserwowaliśmy 20-30 lat temu, natomiast widzimy, że te epizody z opadami są coraz rzadsze. Chodzi o to, że mamy duże „zlewki” opadów. Przychodzi dzień, dwa, kiedy mamy oberwanie chmury, robimy w ten sposób normę miesięczną, natomiast później przez kilka tygodni tych opadów nie ma. To skutkuje tym, że mamy problem ze zgromadzeniem, z retencjonowaniem tej wody, przez co susza pojawia się częściej. I ten opad, taki duży i intensywny nie jest w stanie nam zminimalizować skutków suszy, bo on spadnie, dokonamy jakichś podtopień, natomiast ta woda szybko spłynie powierzchniowo do rzek i dalej do morza, a gleba i krajobraz nie są w stanie tej wody zgromadzić. Nasze analizy robione przy okazji aktualizacji planu przeciwdziałania skutkom suszy, gdzie analizowaliśmy lata 2018-2024, pokazują, że problem z suszą jest dużo większy – w porównaniu z naszymi działaniami z pierwszego planu przeciwdziałania skutkom suszy. Częstotliwość i głębokość susz są dużo większe. I tak, jak przy suszy hydrologicznej chociażby w poprzednim cyklu wyszło nam, że duża część obszaru kraju jest na drugim stopniu zagrożenia suszą (w czterostopniowej skali, którą przyjęliśmy), tak, przez te ostatnie sześć lat, które analizowaliśmy - większość kraju jest już na trzecim stopniu zagrożenia. Sześć lat nie jest to dużo, natomiast w naszych analizach danych statystycznych widzimy bardzo duże pogorszenie sytuacji. AM: Mamy dzisiaj koniec października, czyli jesteśmy na kilka dni przed wejściem w nowy rok hydrologiczny, a Nowy Rok jest zwykle czasem na podsumowanie, na refleksję. Panowie, jakie przychodzą refleksje po tym kończącym się roku hydrologicznym? No i jaki jest jego bilans? MC: Najlepszym chyba wskaźnikiem będzie sytuacja na Wiśle. Na przykład w Warszawie, ale też w Toruniu, mieliśmy w tym roku hydrologicznym, całkiem niedawno, to był sierpień i wrzesień, najniższe stany w historii, odkąd w ogóle człowiek prowadzi na Wiśle obserwacje. Także sytuacja jest rzeczywiście bardzo ciężka. To oczywiście nie jest tylko tak, że ten rok hydrologiczny był taki ekstremalnie suchy. Najczęściej jest tak, że poprzednie lata wpływają na sytuację w dorzeczu. Także to jest właśnie to, o czym mówił kolega – permanentna susza, w zasadzie, od lat. Pamiętam, jak rozpoczynałem pracę w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej 25 lat temu, wtedy najniższym stanem w historii był stan 68 cm. Ekstremalna susza – zdawała się nie do pobicia. I rzeczywiście przez wiele lat nie zbliżaliśmy się do tego stanu. I przyszedł rok 2009 i przyszła taka susza, że te stany były niższe. A później z każdym rokiem było tylko gorzej i gorzej. No i przyszedł rok hydrologiczny 2025 i mieliśmy stan wody 9 cm. AM: A nawet na warszawskich Bulwarach Wiślanych padł niechlubny rekord 6 cm. MC: Te kilka centymetrów nie ma już znaczenia, to znaczy ma oczywiście dla statystyki, ale dla takiego zwykłego obserwatora, który jest nad rzeką – tak czy inaczej widać dno po prostu. I w związku z tym zmuszeni byliśmy w tej chwili w Warszawie obniżyć tak zwaną rzędną zera wodowskazu. Od 1 listopada, od nowego roku hydrologicznego wodowskaz wbijamy metr niżej, żeby w ogóle coś na tych naszych łatach odczytać. Także od 1 listopada roku 2025, czyli roku hydrologicznego 2026, wartość stanu wody na wodowskazie w Warszawie będzie nagle o 100 centymetrów wyższa. Ale to nie znaczy, że z dnia na dzień poziom wody wzrósł o metr, tylko po prostu wbijamy łatę metr niżej, żeby móc w ogóle coś odczytać. Także widać wyraźnie, że rok hydrologiczny 2025, ten który się kończy, był rokiem suchym. Na co warto tu zwrócić uwagę? Przede wszystkim na brak śniegu. To był rok, gdzie śniegu było jak na lekarstwo. W niektórych rejonach kraju nie było go w ogóle. W Warszawie to były jakieś kilkudniowe incydenty. Najwyższa grubość pokrywy śnieżnej w Warszawie to było 7 centymetrów i to był też incydent jednodniowy. Także brak śniegu przełożył się na tę dramatyczną sytuację na rzekach. I jeżeli mamy taką sytuację, że płoną łąki w Dolinie Biebrzy, gdzie z natury rzeczy jest to podmokły teren, to świadczy to wyraźnie o tym, że sytuacja jest bardzo niepokojąca. RJ: Dokładnie. To, że klimat się zmienia bardzo wyraźnie widzimy przede wszystkim w tym okresie zimowym, gdzie brakuje tego śniegu. Ja jeszcze pamiętam lata 90-te i początek tego wieku, kiedy śnieg w Warszawie kilkanaście czy kilkadziesiąt dni potrafił leżeć i były prawdziwe ferie zimowe, można było zjeżdżać na sankach. Teraz jako rodzic małych dzieci mam sanki od 1 listopada w zasadzie w gotowości do wyjęcia (zamiast rowerku) i jak tylko spadnie śnieg, zaraz po pracy lecimy na sanki, bo następnego dnia już tego śniegu prawdopodobnie nie będzie. I tutaj, przy okazji rozmowy o roku hydrologicznym i bilansie wodnym w naszym klimacie, w naszym kraju śnieg jest kluczowy do tego, żeby móc zminimalizować skutki suszy. Jeżeli nie będzie opadów śniegu i wiosennych roztopów, które były takim naturalnym elementem każdej z naszych rzek, to będzie bardzo trudno skutecznie przeciwdziałać skutkom suszy. I jeżeli chodzi o taką refleksję, to przede wszystkim wydaje mi się, że potrzebujemy szeroko pojętej edukacji, w kontekście kwestii związanych z gospodarką wodną i przeciwdziałaniem skutkom suszy. Pan Michał już wspomniał o tym wodowskazie “celebrycie” na warszawskich bulwarach – wszyscy śledziliśmy w tym roku, w sierpniu, jak nisko nam opada stan wody. Słyszeliśmy różne pomysły jak sobie z tym poradzić: Możemy pogłębić rzekę, nagle będzie wody więcej. Możemy zmienić zero wodowskazu, nagle też się okaże, że mamy więcej wody. To nie jest rozwiązaniem. Tu kwestia jest retencji, tego, żeby tą każdą kroplę wody, która nam spadnie, żebyśmy ją potrafili zatrzymać i zagospodarować, tak, żeby ona nie spływała szybko do tej rzeki i tą rzeką nie odpływała do morza. Poprzedni taki duży epizod suszowy to mieliśmy w 2015 roku – jeżeli się nie mylę – może pan Michał mnie poprawi, bo w tym 2015 roku, gdzie tutaj, w Warszawie mieliśmy 20 chyba czy 30 centymetrów… MC: 20 centymetrów. RJ: Tak, 20 centymetrów, to wtedy też była podjęta ta decyzja, żeby zmienić rzędną wodowskazu, przenieść ten wodowskaz. Mieliśmy tej wody, powiedzmy, więcej. Natomiast obserwujemy od tamtego momentu, że co roku bijemy kolejne rekordy na tym wodowskazie. Stąd znów została podjęta decyzja, żeby rzędną wodowskazu obniżyć. Także to, co ja widzę, to jest właśnie ta szeroko pojęta edukacja, żebyśmy naprawdę zaczęli tematem suszy na poważnie się zajmować. Nie tylko rozmawiać, tak jak dzisiaj rozmawiamy, ale naprawdę się zajmować. AM: Czyli można powiedzieć, nie mamy wpływu na to, czy ten deszcz czy śnieg spadnie, czy nie, ale mamy wpływ na to, co zrobić z tą wodą, która już spadła, prawda? Panowie, bardzo smutno to wszystko brzmi… Ten bilans jest rzeczywiście zatrważający: Wisła nam szoruje po dnie, nie mamy śniegu, więc nie mamy tej naturalnej retencji śniegu i roztopów… No ale, żeby chociaż jakąś nutkę optymizmu wprowadzić, to zastanówmy się, co można jednak zrobić. Może rozwińmy ten temat edukacji. Co możemy zrobić dla przyszłości wody i klimatu? Co jeszcze możemy zrobić, czy w ogóle możemy coś zrobić? RJ: Temat edukacji jest nam tutaj w Wodach Polskich i w projekcie dotyczącym opracowania planu przeciwdziałania skutkom suszy bardzo bliski. Od samego początku zakładaliśmy sobie, żeby w projekcie dużą wagę poświęcić edukacji i szerzeniu tej wiedzy i dobrych praktyk, jeżeli chodzi o rozwój retencji. Naprawdę możemy się pochwalić szeregiem różnych działań. Mamy zatrudnionego ambasadora projektu, pana Mateusza Banasiuka, który też na swoich profilach społecznościowych promuje nasze działania. Kręcimy filmy, spoty, które też niebawem będziemy mogli opublikować, przedstawić się szerszemu gronu. Organizujemy konferencje. Mieliśmy w maju konferencję w Krakowie, taką edukacyjną, którą organizowaliśmy razem z Uniwersytetem Rolniczym, która się cieszyła bardzo dużym, pozytywnym odzewem. Szykujemy różnego rodzaju broszury. Mamy stronę projektową, w której mamy bardzo dużo ciekawych, ważnych informacji. W kontakcie z ludźmi i w ramach naszych działań odczuwamy to, że ten poziom wiedzy jest coraz większy. To jest na pewno pozytywne, ale jest to pewnego rodzaju kropla w morzu potrzeb. Natomiast myślę, że to jest ten kierunek i takim dużym papierkiem lakmusowym będą konsultacje społeczne projektu Planu Przeciwdziałania Skutkom Suszy, które ruszą w marcu przyszłego roku. Wtedy będziemy mieli kontakt też z mieszkańcami i to też pozwoli nam, poza samą oceną samego planu, poznać wiedzę i potrzeby mieszkańców. A świadomość społeczna, to jest na pewno coś, do czego dążymy, na co czekamy, z taką nadzieją, że odzew będzie pozytywny i informacje, które dostaniemy będą wskazywały, że jest gdzieś tam to światełko w tunelu. AM: Chciałam zapytać, jak rok hydrologiczny może wpływać na planowanie różnych inwestycji wodnych lub retencyjnych? Na przykład, budowę jakichś zbiorników hydrotechnicznych, wałów lub systemów meloriacyjnych? MC: Obiekty, o których Pani mówi, powstają na podstawie pewnych danych. Na etapie projektowania określa się pewne dane. To są najczęściej charakterystyki przepływu, które determinują projekt budowy, czy to zbiornika wodnego, czy mostu, czy wałów przeciwpowodziowych. Żeby taki obiekt zaprojektować, należy wiedzieć, ile wody może płynąć rzeką i ile wody może maksymalnie płynąć rzeką. I to są charakterystyki, które określa się na podstawie wieloletnich danych. Jeżeli tutaj chcemy wciągnąć rok hydrologiczny, to należy stwierdzić, że te charakterystyki wieloletnie, ten przepływ maksymalny z wielolecia (najczęściej takim wieloleciem jest 30 lat, czasem i więcej) określa się na podstawie danych z poszczególnych lat hydrologicznych. Bierzemy dany rok hydrologiczny, na przykład 2025 i w tym roku mieliśmy przepływ najniższy, przepływ średni i przepływ najwyższy. I z takich kilkudziesięciu lat bierzemy te przepływy najwyższe. Na ich podstawie określamy najwyższy przepływ z wielolecia, przepływ średni z wielolecia. I to są te główne charakterystyki, które później determinują wielkość budowli, budowli hydrotechnicznej. Na tej podstawie tworzy się jeszcze pewne charakterystyki, tak zwane przepływy prawdopodobne, na podstawie których już buduje się te największe obiekty, te dla których ogromną rolę odgrywa bezpieczeństwo, czyli zapory. Tutaj ocenia się prawdopodobieństwo przekroczenia pewnych przepływów, ale to się robi na podstawie tych danych wieloletnich, tych codziennych obserwacji, które są wykonywane w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej przez Państwową Służbę Hydrologiczno-Meteorologiczną. Także w tym kontekście jak najbardziej rok hydrologiczny działa. AM: Pociągnijmy dalej wątek tych danych wieloletnich. Jakbyśmy chcieli spojrzeć na rok hydrologiczny na takiej dłuższej osi czasu, czy tu są jakieś trendy widoczne? Jakie zmiany możemy obserwować? Oprócz tych najbardziej oczywistych, że jest coraz mniej wody. MC: W tym kontekście niestety jest taki trend wyraźnie opadający. Przepływy, a co za tym idzie stany wody są coraz niższe. Mówiliśmy już o tym. Takim pierwszym wskaźnikiem suszy, na podstawie którego jest wystawiane tak zwane ostrzeżenie o suszy hydrologicznej dla danej zlewni, jest przepływ średni-niski z wielolecia. Oblicza się go w bardzo prosty sposób. Z każdego roku bierze się najniższe przepływy, 30 najniższych przepływów i na tej podstawie wylicza się średnią. I ta średnia to jest właśnie ten przepływ średni-niski z wielolecia. Trzeba przyznać, że ten przepływ jest w ostatnich latach rzeczywiście coraz niższy. Skąd to się bierze? Bo co ciekawe, jeżeli chodzi o opad atmosferyczny, to aż takich wyraźnych trendów tutaj nie mamy. Wody jest mniej więcej tyle samo. Są oczywiście lata ekstremalnie suche, jeżeli chodzi o opad atmosferyczny, ale generalnie ta średnia krajowa 600 mm, ona w większości lat występuje. Natomiast problemem jest dystrybucja czasowo-przestrzenna tego opadu. Wspominał już o tym pan Rafał. Niestety to nie jest opad, który jest dobrze dystrybuowany z punktu widzenia człowieka. Gdyby to był opad dystrybuowany dobrze, z punktu widzenia człowieka, mielibyśmy opady jednostajne, długotrwałe, na dużym obszarze. Tymczasem właśnie, tak jak kolega wspominał, ostatnio niestety struktura opadu się zmieniła. To są opady często intensywne na małych obszarach, opady głównie o charakterze burzowym. No i co z tego, że ta suma opadu się zgadza, jak to jest absolutnie z punktu widzenia człowieka, a nawet przyrody bez znaczenia, bo 30-40 mm opad, który spadnie w ciągu kilku godzin, on nie ma szans zbudować retencji, nie ma szans podnieść poziomu wód gruntowych. To wszystko natychmiast spłynie, zgodnie z prawem grawitacji, na niżej położone tereny, czyli de facto odpłynie rzeką, bo rzeka jest tym zwykle najniżej położonym obiektem na danym terenie. RJ: Tak jak obserwujemy ten rekordowo niski stan wody, jaki mieliśmy w tym roku w sierpniu na Wiśle, to tak samo jakbyśmy w zasadzie brali każdy z miesięcy i patrzyli na stan w danym wodowskazie, to możemy powiedzieć, że te rekordy są bite dla danego miesiąca w zasadzie co roku. I to właśnie obserwujemy, że ta susza, te niskie stany, to nie jest epizodyczne i nie wynika tylko z wyższych temperatur w lecie, tylko tak naprawdę dotyczy całego roku hydrologicznego. MC: Tu warto też wspomnieć, że rok hydrologiczny dzieli się na dwa półrocza. Półrocze zimowe i półrocze letnie. I w kontekście tych zim, a właściwie braku takich klasycznych zim, braku pokrywy śnieżnej, te wyniki z półrocza zimowego są dramatycznie niskie w ostatnim czasie. RJ: Ten intensywny opad też widzieliśmy w tym roku. Mieliśmy w lipcu duże obszary zagrożone suszą hydrologiczną. I mieliśmy w czerwcu duże opady, dwa niże genueńskie przyszły. Niby sytuacja się unormowała, poziom rzek wzrósł. Natomiast minęły dwa, trzy tygodnie i ta woda spłynęła. I w sierpniu mieliśmy znów do czynienia z suszą, która tak naprawdę była dużo większa niż przed tymi opadami. I to jest właśnie to, o czym mówimy. Z jednej strony suma opadów nam się nie zmienia. Może nawet jest troszkę większa niż historycznie. Natomiast to się nie przekłada na generalną ilość wody, na stany wód w naszych rzekach. AM: A jakie mamy największe wyzwania w monitorowaniu i analizie tego roku hydrologicznego, zwłaszcza w kontekście zmieniającego się klimatu? MC: Jeżeli mówimy o wyzwaniach w monitorowaniu sytuacji hydrologicznej, to należy zwrócić uwagę na dwa czynniki. Pierwszym są te właśnie ekstremalnie niskie poziomy wody – takie, z którymi rzeczywiście nie mieliśmy od lat do czynienia. I ta sytuacja powoduje, że pomiar jest bardzo trudny, bo w tej chwili pomiar stanu wody to jest pomiar elektroniczny, bazujący na tak zwanym pomiarze ciśnieniowym. On mierzy ciśnienie słupa wody. Na tej podstawie przelicza go na stan. I żeby taki czujnik mógł dobrze funkcjonować, musi mieć pewną warstwę wody, dla której to ciśnienie mierzy. Jeżeli takiej warstwy nie ma, to wynik jest obarczony dużym błędem. I z takimi sytuacjami nasze służby pomiarowe się ostatnio mierzą. Jest po prostu za mało wody, żeby w ogóle coś zmierzyć. I drugi biegun to są te wyzwania związane właśnie z takimi intensywnymi opadami, których wynikiem są gwałtowne powodzie. I wtedy trzeba sobie zdawać sprawę, że w takich sytuacjach, jak miała miejsce w Kotlinie Kłodzkiej, siła rzeki jest niszcząca i niszczy całą infrastrukturę, w tym również infrastrukturę pomiarową. Wiele naszych stacji pomiarowych zostało po prostu zniszczonych. Zostały zmiecione przez pędzące tony wody. AM: Tak sobie myślę, że może warto, choć nie jest to głównym tematem naszej rozmowy, wytłumaczyć naszym słuchaczom, zwłaszcza tym, którzy nie do końca się zgodzą z tezą, że jest u nas susza, bo przecież równolegle mamy powodzie, to zjawisko, że w naszym obecnym klimacie w Polsce susza i powódź występują równolegle. I że to są, jak gdyby dwie strony tego samego medalu. MC: Tak. I nie ma żadnej gwarancji. Jest długotrwała susza? Wyschło koryto rzek? To w takim razie już jest całkowicie bezpiecznie i powódź nam już nie grozi, bo rzeka wyschła. Taka sytuacja miała miejsce i to była sytuacja tragiczna, bo zginęli ludzie. To był rok 2009, z tego co pamiętam. Olbrzymia susza, wyschnięte koryta rzek i potem nagle w południowo-zachodniej Polsce przyszedł opad 200 mm, czyli opad śmiertelnie niebezpieczny. I niestety tak też się stało. Mimo pustego koryta, zlewnie i koryta natychmiast się wypełniły i siłą niszczącą niszczyły wszystko na swojej drodze. Także nigdy nie ma gwarancji całkowitego bezpieczeństwa. RJ: 2024 rok to dobitnie pokazał, mieliśmy powódź w dorzeczu Odry we wrześniu. Natomiast jednocześnie z alertami dotyczącymi powodzi, IMGW dalej podtrzymywało alerty przeciwsuszowe czy zagrożenia suszy w północno-zachodniej Polsce. Także tutaj te dwa zjawiska ze sobą mogą jak najbardziej współistnieć. I choć geneza jest inna, to nie znaczy, że te dwa zjawiska należy rozpatrywać oddzielnie. Bo tym, co łączy jedno i drugie zjawisko, to jest retencja. I retencja jest, można powiedzieć, takim lekarstwem, takim złotym graalem tak naprawdę na przeciwdziałanie skutkom susz i zarządzanie ryzykiem powodziowym. AM: Retencja, czyli zatrzymanie wody w środowisku. Wróćmy jeszcze do samego terminu roku hydrologicznego, bo mam wrażenie, że jest on mało znany w obiegu publicznym. Zdaje się, że w większości jest to termin znany ekspertom z dziedziny, czy to klimatu, czy gospodarki wodnej, może też ekologom. Czy społeczeństwo powinno być bardziej świadome istnienia takiego roku hydrologicznego? I jak można to komunikować w edukacji, w mediach? RJ: Sam rok hydrologiczny, to pewnie jest po prostu taka ciekawostka dla większości mieszkańców. Natomiast jeżeli sobie uświadomimy, dlaczego został on wyznaczony, tak jak Pan Michał na początku rozmowy wspomniał, że on dotyczy dwóch kluczowych kwestii: retencji śnieżnej i wegetacji rośliny. Jeżeli mówimy w kontekście retencji śnieżnej, że został on wyznaczony 1 listopada, jako ten punkt, gdzie opad śniegu, który wystąpi, roztopi się dopiero w kolejnym roku kalendarzowym, to być może, da nam to myślenia, do takiego zrozumienia samego zjawiska, że ta zmiana klimatu faktycznie istnieje. Także skoro gdzieś, ktoś, kiedyś uznał, że ten rok hydrologiczny trzeba wydzielić od roku kalendarzowego, właśnie ze względu na opady śniegu, a teraz tych opadów śniegu w zasadzie nie ma, to być może, pomoże nam to zaobserwować, zrozumieć, że ten klimat się zmienia. Natomiast, jeżeli chodzi o samą edukację, to tak jak już wspominałem, jest ona potrzebna, jeżeli chodzi o całą gospodarkę wodną, o suszę, o powodzie, o to, jak się ten nasz klimat zmienia i w jaki sposób kształtuje ryzyko wystąpienia zjawisk ekstremalnych. I tutaj trzeba edukować na każdej płaszczyźnie, zaczynać od szkół, od przedszkoli, gdzie dzieci są najbardziej chłonne. I też troszkę ze swojego doświadczenia wiem, że jak dziecko coś przyniesie z przedszkola, jakąś wiedzę, czy jakieś zadanie do zrobienia, to też w jakiś sposób przekłada się na rodzica, że on jest w stanie wtedy coś zauważyć, może jakieś kwestie, które może w swoim zachowaniu też trzeba zmienić, zmodyfikować. I z tą edukacją właśnie do przedszkolnych i szkolnych dzieci naprawdę warto trafić, bo później te osoby to wyniosą do życia dorosłego i to się przełoży na ich codzienne zachowania. A może później zastąpią nas tutaj, w gospodarce wodnej i będą wskazywać różne kierunki działań, realizować je i dzięki temu będzie szansa, żeby skuteczniej wdrażać działania, które będą nam skutkować tym, że ryzyko wystąpienia danych zjawisk będzie mniejsze. AM: Mówiliśmy dzisiaj sporo o ekstremalnych zjawiskach pogodowych. Jakie w takim razie znaczenie ma rok hydrologiczny dla zarządzania kryzysowego, właśnie w kontekście takich zjawisk, jak powódź czy susza? MC: Znaczenie roku hydrologicznego w zarządzaniu kryzysowym jest dokładnie takie samo jak w osłonie przeciwpowodziowej. Na podstawie danych z konkretnego roku hydrologicznego, a właściwie z kolejnych lat hydrologicznych, wyznaczone są charakterystyki hydrologiczne, które decydują o ewentualnym ogłoszeniu alertu przeciwpowodziowego. Przede wszystkim najistotniejsze jest tutaj określenie, kiedy mamy do czynienia z jaką strefą wody, bo wyróżniamy strefę wody niskiej, średniej i wysokiej. Te charakterystyki wyznaczone są głównie na podstawie danych statystycznych, czyli danych o poziomach wody z konkretnych lat hydrologicznych. Jeżeli stan wody osiągnie poziom tak zwanej strefy wody wysokiej, to możemy już mówić o pewnym niebezpieczeństwie. Na podstawie geometrii koryta rzecznego, doliny rzecznej, wyznaczone są potem bardzo istotne parametry osłony przeciwpowodziowej. Istotny w zarządzaniu kryzysowym jest stan ostrzegawczy i stan alarmowy. Stan ostrzegawczy to jest taki poziom wody, przy którym idzie sygnał do zarządzania kryzysowego. Szanowni Państwo, jeżeli poziom wody dalej będzie wzrastał, to będą kłopoty. To jest tak zwane ostrzeżenie hydrologiczne drugiego stopnia. No i potem jest stan alarmowy. Stan alarmowy odpowiada już takiemu napełnieniu koryta, przy którym w zasadzie mówimy o tak zwanej wodzie brzegowej, czyli za chwilkę, jeżeli ten poziom zostanie przekroczony, to mamy już regularną powódź. Jest on podstawą do wydania ostrzeżenia hydrologicznego trzeciego, najwyższego stopnia, czyli de facto ogłoszenia stanu bezpośredniego zagrożenia powodziowego, a to ostrzeżenie z kolei, jest już podstawą dla służb kryzysowych do rozpoczęcia takich działań jak mobilizacja i ewakuacja. AM: Na koniec mam jeszcze jedno pytanie. Jakbyśmy w kontekście roku hydrologicznego, spojrzeli na mapę Polski z lotu ptaka, to czy są takie regiony w Polsce, gdzie zmiany w cyklu hydrologicznym są szczególnie niepokojące? MC: Trudno powiedzieć. Myślę, że jeżeli patrzymy na Polskę jako całość, to sytuacja we wszystkich tych najważniejszych zlewniach jest podobna. Opady na terenie kraju są wszędzie w zasadzie takie same. Natomiast w kontekście wieloletnim, w kontekście spojrzenia przede wszystkim na zjawisko suszy hydrologicznej, to ten rejon, gdzie sytuacja jest rzeczywiście niepokojąca, to jest niż Polski. Tam, gdzie opady są najniższe, to jest przede wszystkim Wielkopolska i cały pas przez Mazowsze aż do Lubelszczyzny. To jest ten obszar, gdzie rejestrujemy najniższe opady i w związku z tym również oczywiście najniższe przepływy w rzekach. AM: Panowie, dziękuję pięknie za tę solidną porcję wiedzy o tym niezwykłym kalendarzu natury. Myślę, że jest to materiał do wielu refleksji. Dziękuję też wszystkim naszym słuchaczom i mam nadzieję, że rok hydrologiczny nie będzie dla Was tylko ciekawostką, ale i inspiracją dla uważniejszego spojrzenia na wodę i zobaczenia jej właśnie w czasie. A skoro mowa o czasie, to już za kilka dni w Warszawie odbędzie się Sylwester hydrologiczny - bo przecież każdy rok musi się zakończyć Sylwestrem (śmiech). I takie właśnie wyjątkowe wydarzenie, którego Wody Polskie są patronem, odbędzie się już w piątek, 31 października, w Warszawie, nad Wisłą, na Dworcu Wodnym WWA. W programie będzie wiele inspirujących wystąpień ekspertów, rozmowy o Wiśle. Wśród tych ekspertów będzie też nasz dzisiejszy gość, pan Michał Ceran, także zapraszamy, jeżeli macie ochotę posłuchać więcej pana Michała. No i będzie też świętowanie, jak to przystało na Sylwester. Także do zobaczenia nad Wisłą i do usłyszenia w kolejnym odcinku podcastu Powody do rozmowy. Serdecznie dziękuję. MC: Dziękuję. RJ: Dziękuję bardzo. --- Koniec transkrypcji