Wywiad z ekspertem Wód Polskich na temat walki z suszą. Betonowanie rzek? Już się tego nie robi.

Powiększ obraz

O proekologicznych sposobach na suszę oraz powódź i o całkiem nowym spojrzeniu na gospodarkę wodną mówi Wojciech Skowyrski, Zastępca Dyrektora Departamentu Ochrony Przed Powodzią i Suszą w Wodach Polskich.

Ostatnio podnoszony jest temat, że Warta, Noteć i Narew wysychają. Co jest przyczyną?

Dziś mamy do czynienia z dwoma zjawiskami, które praktycznie występują ze sobą naprzemiennie – z suszą oraz z podtopieniami spowodowanymi przez nawalne deszcze. W dużej mierze jest to spowodowane zmianami klimatycznymi, jakie obserwujemy na przestrzeni ostatnich lat. Okresy suszy w naszym kraju występują coraz częściej i coraz bardziej się wydłużają. Potwierdzają to dane meteorologiczne i hydrologiczne, jakie gromadzimy na potrzeby naszych działań. W maju tego roku przez całą Polskę przechodziła fala wezbraniowa. Wisła, na wysokości Starego Miasta w Warszawie miała blisko 6 m. Dziś, po sześciu tygodniach, na wodowskazie w tym samym miejscu jest zaledwie 45 cm. Wody opadowe zbyt szybko „uciekają” nam do Bałtyku, co dotyczy również takich rzek, jak Warta, Noteć, czy Narew. To problem, z którym musimy się zmierzyć. Przez lata w Polsce zaniedbywano gospodarkę wodną i wcale nie mówiono o konieczności inwestycji w zakresie przeciwdziałania skutkom suszy. Np. w latach 2007-2015 inwestowano tylko w budowę suchych polderów przeciwpowodziowych. O suszy nie myślano. A tylko mokre zbiorniki retencyjne, czyli takie w których zgromadzona jest woda, są skuteczną odpowiedzią na zatrzymywanie fali powodziowych i mogą dysponować wodą w okresach długotrwałego braku opadów.

Jak przeciwdziałać tak skrajnym zjawiskom?

Sposobem na zapobieganie zarówno powodzi jak i suszy, jest retencja. Polega ona na gromadzeniu wody w środowisku poprzez tworzenie różnego typu zbiorników wodnych. Od dużych, po niewielkie – takie jak np. stawy i oczka wodne. Istotne jest także lokalne odtwarzanie terenów wodno-bagiennych oraz tworzenie obszarów zieleni, szczególnie miastach, w których jest dużo powierzchni nieprzepuszczalnych, w tym niestety betonowych i asfaltowych. Tam woda, nawet jeśli pojawi się deszcz, szybko odpływa, bo nie ma co jej zatrzymać. Tereny zielone pochłaniają wodę i spowalniają jej „uciekanie” ze środowiska. W tej kwestii Wody Polskie przede wszystkim edukują lokalne społeczności – staramy się, podczas roboczych spotkań i konferencji przekonywać mieszkańców, lokalne władze, rolników, przedsiębiorców i różne organizacje społeczne czy pozarządowe, do konieczności retencjonowania wody oraz oszczędnego gospodarowania nią. W ramach programu Stop suszy! opracowaliśmy pierwszy plan przeciwdziałania skutkom suszy. Znajdą się w nim konkretne wskazania dla gmin, w jaki sposób chronić zasoby wody i jak efektywnie przygotować się na ewentualną suszę. Projekt planu trafił już do zaopiniowania u wojewodów w całym kraju. 15 sierpnia ruszają konsultacje społeczne. Przez najbliższe pół roku odbędziemy 15 konferencji w największych miastach w Polsce. Zapraszamy do udziału wszystkich, którzy chcą poznać szczegóły naszego planu, zgłosić swoje uwagi oraz przekazać wskazówki dotyczące suszy w swoim regionie. W przypadku suszy konieczne jest współdziałanie państwa, samorządów i społeczeństwa. To problem nas wszystkich.

A w jaki sposób można ratować rzeki, aby z powodu suszy, nie przestały płynąć?

Ważne jest prowadzenie zrównoważonej gospodarki wodnej, co robimy w Wodach Polskich. Chcemy dać rzekom jak najwięcej miejsca, tak, aby ich retencja dolinowa była większa. Są oczywiście miejsca, np. w miastach, gdzie nie jest to możliwe, bo rzeka została już uregulowana wcześniej (nawet 200 lat temu). Ale tam, gdzie tylko jest to możliwe, zwiększamy biologiczny przepływ rzek. Pracujemy m.in. nad renaturyzacją rzek, czyli przywracaniem im ich naturalnego, pierwotnego charakteru. Dziś już nie betonuje się i nie „prostuje” rzek. Opieramy się na rozwiązaniach, często starych i sprawdzonych, które są przyjazne środowisku naturalnemu. W pracach zabezpieczeniowych stosujemy materiały ekologiczne, czyli narzut kamienny i faszynę – jest to rodzaj wikliny pochodzącej z dolin rzecznych. Wykonuje się z niej wiązki, które układa się naprzemiennie z kamieniem, co wzmacnia brzegi rzek. Taka konstrukcja z czasem obrasta roślinnością. Dzięki tego typu działaniom przepływ wody w rzece wraca do swojego pierwotnego stanu. Równie ważna w tym procesie jest możliwość odtwarzania w rzekach tzw. bystrzy, gdzie woda się naturalnie zatrzymuje, co umożliwia m.in. przepływ powodziowy. Odtworzenie koryta, naturalnych przegród regulowanych sprzyja faunie i florze wodnej oraz retencjonowaniu wody. Takie prace trzeba po prostu robić, w przeciwnym wypadku woda przestanie płynąć lub – w gdy przyjdą obfite opady – może pojawić się ryzyko powodziowe.

Weryfikujemy również sprawę prac utrzymaniowych. W tym roku nie wszędzie np. kosimy koryta rzek. Zachowanie trawy i innej roślinności w okresie suszy wydłuża retencję, więc np. zwierzęta, które żyją w rzece mają szansę przetrwać trudny okres. Trawa nie wysycha i nie niszczeje, retencjonuje wodę i ją oddaje, chociażby przez odparowanie, co jest bardzo korzystne dla całego ekosystemu. Dlatego analizujemy konieczność prowadzenia prac utrzymaniowych na rzekach, potokach i rowach melioracyjnych. To jest zupełnie nowe podejście. Dotychczas obowiązywał harmonogram i niezależnie od tego co się działo, prace utrzymaniowe były wykonywane. Będziemy uwzględniali warunki pogodowe i hydrologiczne tak, żeby nie doprowadzić do dodatkowego, niepotrzebnego wysuszania koryt rzek. Nasze służby, Nadzory Wodne w Zarządach Zlewni monitorują na bieżąco sytuację. Edukujemy naszych pracowników, aby nie podejmowali niekorzystnych (w danym okresie) działań. Podczas suszy trzeba pozostawić koryto wody brzegowej, a porządkować wyższe partie, żeby ewentualnie przygotować się na nadejście wielkiej wody.

Jak działania Wód Polskich są przyjmowane przez lokalne społeczności?

Na ogół dobrze. Kiedy spotykamy się z mieszkańcami, wyjaśniamy sens naszych przedsięwzięć, widzimy duże zainteresowanie, a nawet przychylność. Społeczności lokalne, władze gmin sugerują nam miejsca, gdzie mogłyby powstać małe zbiorniki retencyjne, gdzie można odtworzyć naturalną retencję. Gminy są skłonne do współfinansowania takich inwestycji, zwłaszcza te, które doświadczają problemu suszy lub lokalnych podtopień. Zbieramy takie propozycje. Wiele z nich jest już uwzględnionych w planie przeciwdziałania skutkom suszy, bo wiosną tego roku przeprowadziliśmy ogólnopolską ankietyzację wśród samorządów, uczelni, przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych i innych podmiotów powiązanych z wodą. Propozycje te pojawią się nie tylko w planie przeciwdziałania skutkom suszy, ale też uwzględnimy je w naszych planach inwestycyjnych. Po to, żeby stopniowo je realizować, w porozumieniu z naszymi regionalnymi jednostkami organizacyjnymi. I znajdować na te działania pieniądze, a tu jest sporo możliwości – nasze środki własne, fundusze unijne, a także środki z budżetu państwa. Współdziałanie z lokalnymi społecznościami jest konieczne, aby pojawiły się efekty w postaci lepszego bilansu wodnego, szczególnie w regionach zagrożonych suszą. Jest wiele działań, które w Wodach Polskich musimy podjąć.

Uważam, że lokalnie powinniśmy wszyscy wspierać hodowców ryb. Stawy rybne warto pielęgnować. Hodowcy pobierają wodę na wiosnę, w okresie kiedy poziom wód jest wyższy i ją gromadzą. Wspomagają retencję. Panuje niesłuszny pogląd, że hodowcy zanieczyszczają wodę. Ale np. ryby karpiowate wręcz ją oczyszczają, bo żywią się odpadami. Ci co hodują przepływowo pstrągi, dbają o koryto rzeki, rozumieją jej charakter. Hodowcy powinni być przez nas traktowani po partnersku. Pod względem hodowli, dbania o środowisko i działalności naukowej mają duże osiągnięcia, co często jest doceniane poza krajem. U nas też warto o tym pamiętać. Trzeba też wspierać rolników, zwłaszcza w kwestii wyboru rozwiązań, które pozwalają na oszczędne gospodarowanie wodą, a jednocześnie zapewniają dobre plony. Tworzony przez Wody Polskie plan przeciwdziałania skutkom suszy zakłada współdziałanie z rolnikami, hodowcami, lokalnymi władzami, mieszkańcami – pełne współdziałanie, dla dobra małych i dużych społeczności.

W jaki sposób pogodzić te wszystkie cele?

Zarówno wytyczne w planie przeciwdziałania skutkom suszy, jak i działania związane z realizacją Program Rozwoju Retencji, które realizujemy, są ze sobą spójne. Wbrew pozorom ochrona przeciwpowodziowa jest ściśle powiązana z przeciwdziałaniem suszy. W projekcie Stop suszy! zależy na tym, żeby zatrzymać wodę, która opadnie wraz z deszczem, w miejscu którym ona spadła – co powoduje, że spowalniamy odpływ wody do potoków i rzek. Z jednej strony zmniejszamy przez to ryzyko występowania suszy. A z drugiej strony, jeśli opady są bardzo obfite, zmniejszamy wielkość fali powodziowej. Tak właśnie działa retencja. W niektórych rejonach Polski będziemy proponowali budowę dużych zbiorników retencyjnych. W innych zasugerujemy małą retencję, a nawet mikroretencję. Ciekawym rozwiązaniem tego typu są np. skrzynie chłonne, które można umieszczać pod parkingami, dużymi placami na terenach supermarketów lub hal produkcyjnych. Kiedy pojawia się deszcz, skrzynie pochłaniają olbrzymią ilość wody. Taka woda jest stopniowo uwalniana, pozostaje dłużej w gruncie, co zmniejsza ryzyko suszy, zasila też wody gruntowe. Tego typu rozwiązanie zapobiega podtopieniom w przypadku nawalnego deszczu. Będziemy też polecać inne metody. Zamiast kostki brukowej, lepiej jest wybierać elementy ażurowe, które pozwalają trawie rosnąć, a wodzie wsiąkać. Korzystnym rozwiązaniem są rowy opaskowe, z zastawkami, które zatrzymują wodę. Kolejnym tematem jest zatrzymywanie wody w rowach melioracyjnych – tak, aby powstał system nawadniająco-odwadniający, a nie tylko odwadniający. Takie rowy były i są w każdej miejscowości, ale często są zaniedbane lub zdewastowane. Powinniśmy wrócić do stosowanych kiedyś, sprawdzonych rozwiązań. Nie możemy ich jednak gminom czy prywatnym inwestorom narzucać. Ale będziemy się starali przekonać do korzyści, jakie za sobą niosą.

Wspomniał Pan o konieczności budowy dużych zbiorników retencyjnych. Ich powstanie zawsze wzbudza wiele emocji. W jaki sposób przekonałby Pan, że są dobrym rozwiązaniem?

Rzeczywiście niektórzy uważają, że należy zostawić rzeki samym sobie, a sztuczne zbiorniki to zło. My jesteśmy innego zdania. Jeśli mamy zretencjonowaną wodę w takim zbiorniku, to w czasie suszy, możemy nią dysponować i w razie konieczności, dostarczyć ją mieszkańcom. Możemy też część wody w sposób kontrolowany upuścić, aby dać szansę na przeżycie zwierzętom wodnym oraz roślinom, kiedy z powodu suszy naturalny przepływ biologiczny w rzece ustaje. Przyrodnicy muszą zdawać sobie sprawę, że są możliwości, aby wspomagać naturę w czasie suszy. Racjonalna gospodarka wodna nie musi szkodzić przyrodzie. Przykład? Wszystkie sztuczne zbiorniki w Polsce są obecnie obszarami NATURA 2000. Wokół nich powstały całe ekosystemy, w tym siedliska rzadkich gatunków ptactwa wodnego. Szczególnym przykładem jest tutaj zbiornik Jeziorsko na Warcie.

Stopień wodny zapewnia stabilność poziomu wody w okolicy. Tereny w promieniu kilkunastu kilometrów od zbiornika oraz wzdłuż rzeki, będą nawadniane. Również poziom wód gruntowych podniesie się. O to walczymy, aby pokonać suszę. Duże inwestycje, jak Lubiąż i Ścinawa i Siarzewo są bardzo potrzebne. Pomogą polskim rzekom pod względem przyrodniczym. Musimy odtworzyć poziom wód w rzekach. Taki, jak był kiedyś. Musimy odnawiać retencję korytową. To pierwszy warunek, który trzeba stworzyć. Na Wiśle powinien powstać stopień wodny Siarzewo. Na Odrze – Lubiąż i Ścinawa. A na Warcie, trzeciej co do ważności rzece, trzeba obudować retencję rzeczną. Stopień wodny Siarzewo, o którym zaczyna być głośno, nie będzie zbiornikiem o ogromnym zalewie – zostanie utrzymany w zakresie naturalnej doliny. Zasili w wodę Kujawy, które są bardzo narażone na suszę. Stopień wodny w Siarzewie będzie miał rozwiązania proekologiczne, jak przepławka, która umożliwia przeprawę rybom w górę i w dół rzeki. Na stopniu wodnym powstanie elektrownia wodna, źródło czystej energii. Ten stopień będzie przeszło dwa razy mniejszy niż Włocławek, uważam że słusznie. W dzisiejszych czasach lepiej budować mniejsze stopnie, chociażby ze względu na istniejącą i rozwijającą się zabudowę dookoła.

Stopnie wodne przywracają naturalne, poprzednie warunki przepływu w rzece, zasoby wodne stają się bardziej stabilne. Woda będzie na podobnym poziomie przez cały rok. Krótko mówiąc rzeki – będą miały wodę. Nie tak jak teraz, gdzie Wisła na wysokości Starego miasta ma 45 cm, a miejscami nawet 20 cm głębokości i bardziej przypomina potok górski, niż królową polskich rzek.

Dlaczego spójna, zrównoważona gospodarka wodna jest tak ważna?

Do 2018 roku gospodarka wodna w Polsce działała na innych zasadach. Odkąd powstały Wody Polskie, mamy kompleksowe podejście do gospodarowania wodami. W naszym gospodarstwie opracowujemy plany zarządzania ryzykiem powodziowym, plany gospodarowania wodami, plan przeciwdziałania skutkom suszy. Uczestniczymy w Programie Rozwoju Retencji uruchomionym przez Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Te wszystkie działania są bardzo spójne. Łatwiej jest zarządzać, prowadzić gospodarkę w sposób przemyślany i zrównoważony. W Wodach Polskich wiemy, co trzeba zrobić. Czasami jednak potrzebujemy impulsu, przemyślenia naszych działań, tak aby wybrać jak najlepsze rozwiązania. Uważam, że połączenie dwóch celów: przeciwdziałania powodzi i suszy, jest bardzo mądrym wyborem, rozwiązuje wiele problemów społecznych, gospodarczych i środowiskowych. Takie rozwiązanie wymaga od nas wysiłku intelektualnego, ale jesteśmy gotowi, żeby go podjąć.